Tylu ludzi tu zajrzało

niedziela, 30 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy XIV

 Mateusz i Dawid długo nie wracali z podróży. Dochodziła godzina dwudziesta, a ich wciąż nie było. Powoli zaczynałam się martwić. Coś musiało się stać. Bez powodu ta jazda by im się tak nie przedłużała. Moi rodzice próbowali dodzwonić się do Dawida, ale on zostawił telefon w domu. Z tego właśnie powodu ja musiałam skontaktować się z Mateuszem.
-Hej Klaudia, coś się stało?
Miał inny głos niż zwykle. Taki przygaszony, jakby czymś się stresował.
-Już dawno powinniście wrócić.
-Tak, jesteśmy w drodze.
-Kiedy będziecie?
-Nie wiem. Nie jestem pewien, ale chyba niedługo.
-Wszystko okej?
-Tak, dlaczego?
-Zachowujesz się dziwnie. Po twoim głosie rozpoznaję, że coś jest nie tak.
-Niezła jesteś.
Te słowa chyba oznaczały, że mam rację. Teraz byłam pewna, że wydarzyło się coś złego, jednak mimo to wolałam zapytać.
-O czym ty mówisz? Co się stało?
-Ech, nieważne. Powiem ci tylko, że możemy wrócić późno.
-Ale dlaczego? No powiedz, o co chodzi?
-Dobrze, powiem ci. Tylko zachowaj spokój.
W tej chwili stało się dla mnie oczywiste, że chodzi o coś poważnego. Bałam się tego co usłyszę z ust Mateusza, ale z drugiej strony ogromnie liczyło się dla mnie to, żeby był ze mną szczery. Wolałam usłyszeć najgorszą prawdę niż pocieszające kłamstwo.
-Postaram się być spokojna.
-To dość długa historia.
-Proszę cię, nie trzymaj mnie dłużej w niepewności.
-No, bo to było tak... Jechałem z twoim bratem w stronę tego lasu, w którym ostatnio byłem z tobą, ale to tylko dlatego, że akurat na tej drodze praktycznie nie ma żadnego ruchu, a zależało mi na tym, żeby nie narażać Dawida na zbyt duże niebezpieczeństwo. I wszystko było okej, młody był raczej zadowolony.
-Mógłbyś wreszcie przejść do rzeczy.
-Jasne, sorry. W którymś momencie motor sam się zatrzymał i w ogóle nie mogłem go odpalić, a próbowałem chyba z tysiąc razy.
-Poważnie? Bałeś mi się powiedzieć, że motor się zepsuł? Przecież doskonale to rozumiem.
-Problem w tym, że chodzi o coś innego, nie to, że się zepsuł.
-No, a o co chodzi?
-Pod jednym względem mieliśmy szczęście. Mój starszy kolega, Damian ma własny samochód i akurat tamtędy przejeżdżał. Nie wiem co tam robił, ale to akurat jest mało istotne. Wytłumaczyłem Damianowi, że motor mi się zepsuł, to on zaproponował, że mnie podwiezie. Nie wiedziałem tylko co zrobić z motocyklem, więc Damian pomógł mi pchać go w jakieś niezbyt widoczne miejsce i go tam zostawiłem.
-Dalej nie wiem dlaczego was nie ma. - zniecierpliwiłam się.
-I tu się wszystko zaczęło. Kiedy poszliśmy pchać motor, to kazałem twojemu bratu poczekać. No, a jak wróciliśmy to go już tam nie było...
 Kiedy tylko to usłyszałam wszystko się we mnie zagotowało. Strasznie się zdenerwowałam. Gdyby nie to, że w tym samym pomieszczeniu znajdowali się rodzice, pewnie zaczęłabym głośno przeklinać.
-Chcesz powiedzieć, że zgubiłeś mojego brata?! To teraz masz problem i to duży!
-Spokojnie.
-Jak do cholery mam być spokojna?!
-Na sto procent go znajdziemy.
-Ech, tak czułam, że to zły pomysł. Mogłeś go nigdzie nie zabierać...
-Kończę. Idziemy go szukać.
-Mam nadzieję, że nic złego mu się nie stało.
 Mateusz się rozłączył.
 Moi rodzice chyba nie słyszeli tej rozmowy, bo byli wyjątkowo spokojni. Na razie nic nie wspominałam o tym co się stało, gdyż nie chciałam ich denerwować, ale wiedziałam, że w końcu sami się spytają o co chodzi , a wtedy i ja będę miała problem.

CDN...

sobota, 29 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy XIII

 Następny dzień wakacji. Właśnie dziś do naszego domu miał zawitać mój chłopak. Z jednej strony nie mogłam się doczekać kiedy nas odwiedzi, ale z drugiej byłam nieco zestresowana. Bałam się, że moi rodzice mogą nie zaakceptować Mateusza, a on może ich nie polubić, jednak starałam się być dobrej myśli.
 Wybiła godzina dwunasta. Moja mama kończyła robienie porządków, w czym pomagał jej tata, a Dawid siedział przed telewizorem i oglądał jakąś głupawą komedię. Ja siedziałam w swoim pokoju czekając na przybycie Mateusza. Czas płynął wyjątkowo wolno, zresztą tak jak zwykle gdy się na coś czeka.
 Wreszcie, po długiej chwili znudzenia usłyszałam pukanie do drzwi. Błyskawicznie zerwałam się z miejsca i pobiegłam otworzyć. Tak jak przypuszczałam, w progu stał Mateusz. Korzystając z tej okazji, że na razie nikt nas nie widzi pocałowałam go w usta. Wstydziłabym się zrobić to przy rodzicach.
-Zapraszam do środka.
Starałam się mówić głośno, żeby każdy słyszał. Poskutkowało. W mgnieniu oka wszyscy zjawili się w jednym miejscu, zaraz na przeciwko Mateusza.
-Dzień dobry. - przywitał się. - Cześć. - zwrócił się do Dawida.
-Siema. - odpowiedział mój brat.
-Witaj. - rzekła mama. - Wejdź do pokoju.
 Mateusz wykonał polecenie, a zaraz za nim weszła moja rodzina. Wszyscy wygodnie rozsiedliśmy się wokół stołu. Moi rodzice chyba nie wiedzieli od czego zacząć rozmowę, toteż postanowili się przedstawić.
-Mam na imię Anna i jestem matką Klaudii, a to mój mąż, Paweł, który jest jednocześnie jej ojcem. Ty pewnie jesteś Mateusz, tak?
-Zgadza się.
-A ja jestem Dawid. - mój brat był wyraźnie oburzony tym, że nie został wymieniony.
-Chciałbyś się czegoś napić? - zaproponowała mama.
-Poproszę.
-Zaraz przyniosę.
 Mama wyszła z pokoju idąc prosto do kuchni. Mateusz zachowywał się kulturalnie, a rodzice nie mieli żadnych zastrzeżeń co do niego. Przynajmniej na razie. Zapowiadał się dobry początek tego spotkania, lecz ja nadal odczuwałam lekki stres.
 Mama wróciła do pokoju niosąc pięć szklanek i herbatę w dzbanku. Kiedy nalewała ją każdemu po kolei mój tata ciągnął dalszą rozmowę.
-Powiedz Mateuszu, jak ci idzie w szkole?
-Jest okej. Na razie są wakacje, więc raczej o niej nie myślę.
-Ach tak, rozumiem. Wyglądasz na dobrego chłopaka, ale nie będę cię oceniał po twarzy. Jesteś chłopakiem mojej córki, więc chyba rozumiesz, że jeśli zrobisz jej jakąkolwiek krzywdę będziesz miał ze mną do czynienia...
-Tato, daj spokój... - poprosiłam.
-Nigdy nie zrobię jej krzywdy. Za bardzo ją kocham.
-Mam nadzieję, że to co mówisz to prawda.
-Oczywiście, że prawda. Nie lubię kłamać.
-I bardzo dobrze.
Zapadła chwila ciszy. Nawet nie zauważyłam, że Dawid odszedł od stołu. Stał przy oknie i przyglądał się czemuś.
-Widzieliście jaki zarąbisty motor?! - krzyknął. - Twój? - zwrócił się do Mateusza.
-Tak, mój.
-Mogę się z tobą przejechać?
-Pytaj rodziców.
-Nie, to niebezpieczne. Jak trochę podrośniesz to się zastanowimy.
-Klaudia pewnie już nie raz z nim jeździła, a wy nie mieliście o tym pojęcia. No proszę, tylko raz.
Mama rzuciła tacie pytające spojrzenie. On pokiwał głową na znak, że wyraża zgodę.
-Niech będzie, tylko nie rozpędzajcie się za bardzo i nie wracajcie za późno.
-Pa Dawid. Cześć Mateusz, będę tęsknić.
Mówiąc to, pocałowałam go w usta. Kompletnie zapomniałam o tym, że nie jesteśmy sami.
-Ja za tobą też.
Reszta rodziny raczej nie zwracała uwagi na nasze zachowanie. Może z wyjątkiem Dawida.
-Jesteście obleśni. - skomentował.
-Daruj sobie te komentarze. Jeszcze nie dojrzałeś do takich widoków i tyle.
Lubiłam robić na złość swojemu bratu, dlatego po raz kolejny dałam swojemu chłopakowi buziaka, tyle, że ten był już o wiele mniej namiętny niż poprzedni. Właśnie wtedy nastąpił moment tymczasowego rozstania.
 Patrzyłam przez okno jak Dawid odjeżdża z Mateuszem na motocyklu. Szczerze mówiąc wolałabym siedzieć na miejscu swojego brata, ale ja pewnie jeszcze nie raz będę miała do tego okazję, więc na razie musiało starczyć mi samo patrzenie z daleka.

CDN...

piątek, 28 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy XII

 Kolejny raz w tym miejscu Mateusz całował mnie, przytulał i w podobne sposoby okazywał swoją miłość. Było prawie tak samo, jak za pierwszym razem. Różnica polegała jedynie na tym, że dzisiaj go nie odpychałam, ani się nie denerwowałam. Wręcz przeciwnie, chciałam więcej. Niestety ten dzień minął bardzo szybko. Musiałam już wracać do domu. Właśnie stanęliśmy przy motorze Mateusza.
-Odwieziesz mnie? - zapytałam Mateusza.
-Miałem taki zamiar.
 Wsiedliśmy na motor. Mateusz wcisnął gaz i od razu zaczął strasznie pędzić. Ja bym się tak nie odważyła. Od ostatniego wypadku jeszcze bardziej bałam się prowadzić motocykl, mimo tego, że uwielbiałam nim jeździć. Szczególnie z Mateuszem.
 Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Zsiadłam z motoru i pocałowałam swojego chłopaka w policzek na pożegnanie. Ze względu na to, że Mateusz zatrzymał się przy swoim domu, musiałam się kawałek przejść.
 Gdy wreszcie byłam w domu zobaczyłam swoich rodziców. Mieli poważne miny. Wyglądali tak jakby chcieli ze mną porozmawiać, ale ta rozmowa raczej nie miała należeć do najprzyjemniejszych.
-Musimy porozmawiać. - oznajmił mój tata.- Tu i teraz.
-Serio? O czym tym razem?
-O tobie. Widziałem cię ostatnio przy szpitalu.
-Co?! Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mnie śledzisz!
-Owszem, chcę ci to powiedzieć. Robię to, bo się martwię. Czy ty nie możesz tego zrozumieć? To wszystko dla twojego dobra. Chcę wiedzieć kim jest ten chłopak, z którym byłaś.
-Mówiłam, że kolega miał wypadek.
-Kolega? Nie wyglądało na to, żeby to był tylko kolega. Bardziej jakby twój chłopak.
-Może, a nawet jeśli? Nie masz prawa mówić mi co mam robić!
-Uspokój się. Wcale nie mówię, że mi to przeszkadza.
Takich słów się nie spodziewałam. Liczyłam na to, że będę musiała wysłuchiwać kazania. Popatrzyłam na tatę wyraźnie zdziwiona.
-Chciałbym tylko powiedzieć, że jeśli już z kimś chodzisz, nie ukrywaj się tak z tym. Pewnie cię dziwi to co mówię, ale wiesz? Coś do mnie dotarło. Pewnie trochę za późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale.
-Co? Tato, o czym ty mówisz?
-Zrozumiałem, że nie jesteś już małą dziewczynką. Wcześniej rozmawiałem na ten temat z twoją mamą i stwierdziliśmy, że chcemy poznać twojego chłopaka.
Te słowa wydawały mi się dziwne. Nie tylko dlatego, że nie brzmiały jak słowa mojego taty, ale też dlatego, że jeszcze dziś Mateusz wypowiedział takie słowa:
"Dlaczego od razu miało się coś stać? Może po prostu zdali sobie sprawę, że nie masz już ośmiu, tylko szesnaście lat i należy ci się trochę prywatności, nie musisz być pod ciągłą kontrolą!"
Przypadek? Zbieg okoliczności? Tak, to pewnie coś w tym stylu.
-Wygląda na porządnego chłopaka. - ciągnął tata. - Zależy mi na tym, żebyś była szczęśliwa. A twój brat mógłby się z nim zakolegować, jak sądzisz?
-Nie wiem czy Mateusz będzie chciał kolegować się z trzynastolatkiem, ale wiem, że chciał was poznać.
-Nie widzę problemu. Zaprosisz go na jutro do nas?
-Mogłabym, skoro i tak już znacie prawdę. Pójdę do niego zadzwonić.
-Pewnie, idź!
 Weszłam do swojego pokoju i wyciągnęłam z kieszeni swój telefon. Wykręciłam numer Mateusza.
-Słucham?
-Hej. Wpadniesz do mnie jutro?
-Wpadłbym chętnie, ale co z twoimi rodzicami?
-Przyłapali mnie kiedy byłam z tobą przy szpitalu. Wszystko już wiedzą.
-Uuu... i jak zareagowali?
-Chcą cię poznać, dlatego pytam czy przyjdziesz.
-Oczywiście, sam chętnie poznam twoich rodziców. Twojego brata zresztą też.
-To fajnie. Do jutra, kocham cię!
-Ja ciebie bardziej.
-Chyba nie.
-Nie kłóć się kotku.
-Sam zacząłeś.
-Okej, jutro będziemy się sprzeczać. Pa!
-Pa.
 Rozłączyłam się i wróciłam do taty informując go, że Mateusz przyjął zaproszenie. On przekazał tę wiadomość mamie, a całej rozmowie przysłuchiwał się mój brat. Powiedział, że mam przyjść do jego pokoju, bo on chce dowiedzieć się czegoś o Mateuszu zanim zacznie się z nim kolegować.
-Więc co mi o nim powiesz?
-Jutro do nas przyjdzie, to sam go poznasz.
-Chcę wiedzieć cokolwiek. Nie umiesz nic powiedzieć o swoim chłopaku?
-Właśnie o to chodzi. Pewnie inaczej zachowuje się jako mój chłopak, a inaczej będzie zachowywał się jako  twój kolega.
-Niech ci będzie. Teraz wyjdź, bo gram!
 Ten tekst to u Dawida była już tradycja. Opuściłam więc jego pokój wracając do siebie. Nie wiedziałam co  robić, dlatego chwyciłam pierwszą z brzegu książkę i zaczęłam czytać.

CDN...



środa, 26 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy XI

 Nowy motor Mateusza rzeczywiście sprawdzał się świetnie. Jeździliśmy dwa razy szybciej, ale ja wcale się nie bałam. Wręcz przeciwnie, to sprawiało, że jazda była jeszcze przyjemniejsza. Ta chwila należała do tych, które mogłyby trwać wiecznie.
 Rozpoznawałam tę drogę. Miałam wrażenie, że już kiedyś tędy przejeżdżałam. Ta pustka, cisza i pełno drzew wokół. Już gdzieś to widziałam. Moja pamięć odświeżyła się dopiero wtedy, gdy Mateusz się zatrzymał. To właśnie ten las, do którego kiedyś mnie wywiózł. Z tym miejscem wiązało się tyle wspomnień. Fajnie było tu znowu wrócić.
 Od samego początku chodziliśmy trzymając się za ręce. Mateusz szybko znalazł temat do rozmowy.
-Pamiętasz jeszcze nasze pierwsze spotkanie, tu, w tym lesie?
-Oczywiście. Nie było to aż tak dawno. Poza tym to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień.
Mateusz zauważył kamień leżący pomiędzy drzewami. Usiadł na nim i gestem zachęcił mnie, bym zrobiła to samo. Uległam tej propozycji.
-Najpiękniejszych? - zdziwił się. - Pamiętam, że strasznie się wkurzyłaś.
-To było zanim się o tym wszystkim dowiedziałam.
-Musimy to kiedyś powtórzyć.
-Możemy choćby dzisiaj, ale to za chwilę. Najpierw chciałabym z tobą pogadać. To miejsce jest do tego idealne.
W tej chwili Mateusz przestał się uśmiechać. Widziałam w jego oczach, że się przestraszył. Wcale nie miałam zamiaru napędzić mu strachu. Przez chwilę myślałam, że może ma coś na sumieniu, ale po niecałej minucie pozbyłam się tej myśli. Byłam zbyt zakochana, żeby tak sądzić.
-O czym chcesz rozmawiać? - zapytał w końcu.
-O wszystkim. Liczę na to, że skoro jesteśmy razem, mogę ci ufać i mogę rozmawiać z tobą o wszystkim.
-No jasne.
-Zauważyłam, że jesteś w całkiem dobrej formie po tym wypadku. Nie skarżysz się na ból głowy, ani nic w tym stylu.
-Mówiłem, że to nic takiego.
 Podsunęłam się do Mateusza. Siedziałam tuż obok niego. Owinęłam mu ręce wokół szyi. Uwielbiałam się do niego przytulać.
-Nie wiem czy powinnam tu siedzieć. - powiedziałam.
-Dlaczego nie?
-Ostatnio praktycznie cały czas spędzam z tobą. Prawie wcale nie przebywam w domu, moi rodzice się pewnie o mnie martwią. Wprawdzie nie dzwonią, ani nie piszą, ale... może to coś znaczy? Może coś się stało?
-Posłuchaj Klaudia. Kocham cię i wiesz o tym, ale masz w sobie irytującą cechę. Ciągle dramatyzujesz. Dlaczego od razu miało się coś stać? Może po prostu zdali sobie sprawę, że nie masz już ośmiu, tylko szesnaście lat i należy ci się trochę prywatności, nie musisz być pod ciągłą kontrolą!
-Możliwe, że masz rację, ale wiesz, nie ma ludzi idealnych. Muszę mieć jakąś wadę.
-Jeśli już zaczęłaś ten temat, to go nie zmieniaj. Chcę tylko, żebyś przestała się tym wszystkim tak przejmować, bo nic dobrego ci z tego nie wyjdzie. A jeśli naprawdę martwisz się o swoją rodzinę dlaczego sama nie przedzwonisz?
-Może dlatego, że znowu musiałabym ich okłamywać, bo pytaliby gdzie jestem, z kim itp...
-Nie musisz nikogo okłamywać. Przecież nie możesz kryć się całe życie. W końcu musisz przedstawić mnie swoim rodzicom.
-To nie jest takie łatwe. - westchnęłam. - Nie wszyscy są tacy tolerancyjni jak twoi rodzice.
-Jeśli tego nie zrobisz, mogą sami się jakoś dowiedzieć, choćby przez przypadek.
-Tak, masz rację. Muszę się przełamać.
-I o to chodzi. A teraz głowa do góry, z uśmiechem jesteś ładniejsza.
 Posłusznie się uśmiechnęłam. Ta rozmowa mi bardzo pomogła. Mateusz wstał, a ja zaraz za nim. Tak jak miał w zwyczaju, chwycił mnie za rękę. Wyruszyliśmy na spacer po lesie, aby powtórzyć ostatni dzień, który tu spędziliśmy.

CDN...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy X

 Wyszliśmy z restauracji już w pełni najedzeni. Muszę przyznać, że zrobiła ona na mnie dość duże wrażenie. Przyjemnie spędziłam w niej czas, ale to chyba głównie ze względu na to z kim tam byłam. Spodziewałam się, że już będę musiała wracać do domu, ale Mateusz zatrzymał mnie przy sobie. Tak jak zwykle, chwycił mnie za rękę. Prowadził mnie w miejsce, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Dopiero kiedy znaleźliśmy się u celu, dowiedziałam się gdzie konkretnie szliśmy.
-Jak widzisz, to salon motocyklowy.
-Myślałam, że dasz sobie spokój. Przynajmniej dzisiaj.
-Przepraszam, nie mogę. Za bardzo to kocham. To całe moje życie. Łącznie z tobą, oczywiście.
-Jakie to słodkie. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
 Uśmiechnął się, żeby pokazać, iż sprawiłam mu przyjemność. Odwzajemniłam uśmiech.
-Popatrz tam! - krzyknął wskazując palcem na motor stojący naprzeciwko.
-Niezła maszyna. - przyznałam.
Podszedł bliżej, żeby dokładniej obejrzeć motocykl. W jego niebieskich oczach można było zauważyć ogromny podziw i fascynacje. Nie dało się ukryć, że to kocha, a ten motor to jego marzenie.
-Zawsze marzyłem, żeby mieć takiego. Teraz może się to stać.
-No tak, nie mogę zaprzeczyć, że jest super i pewnie nieźle się nim jeździ, ale spójrz na cenę. Jesteś pewien, że chcesz tyle wydać?
-Dla tego cuda warto. Nie chciałbym się chwalić, ale moi rodzice to biednych nie należą.
-To dobrze. Wiesz, nadal mam wyrzuty sumienia. Nie dość, że płacisz za mnie to jeszcze na siebie wydajesz tyle pieniędzy. Gdybym mogła, ja bym ci zapłaciła za ten motor.
-Po co robisz problem z niczego? To ja go kupuję, nie ty. Obiecuję, że nieraz przejedziesz się ze mną i będziemy zapierdalać po świecie.
-Mógłbyś nie przeklinać w miejscu publicznym, ale mniejsza z tym. Do tego wszystkiego zapewniasz mi super przeżycia. Głupio mi, że ja jeszcze nie dałam nic od siebie. To znaczy dałam, ale nic dobrego.
-Nic dobrego? Dałaś mi wszystko co  najlepsze. Samo to, że jesteś sprawia mi radość. To, że spędziłem i jeszcze spędzę z tobą niezapomniane chwile jest jeszcze lepsze. A najlepsza jest twoja miłość. Wiem, że mnie kochasz. Sama się do tego przyznałaś.
-Nie mogę zaprzeczyć. Tak, kocham cię.
 Wydawało mi się, że Mateusz tylko czeka aż to powiem, bo gdy tylko usłyszał ode mnie te słowa na jego twarzy ujrzałam uśmiech. Najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Także chciałam się do niego uśmiechnąć, lecz w tej chwili jego oczy były skierowane w stronę kasjerki. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Mateusz jedynie składa zamówienie, jednak mimo wszystko irytowało mnie to, że się na nią patrzy. Była ode mnie ładniejsza i dość wyzywająco ubrana, a ja byłam zwyczajnie zazdrosna. To okropne uczucie minęło kiedy odszedł od kasy.
-Zapłaciłem pierwszą ratę. - poinformował mnie. - Motor już mój, a właściwie mógłbym powiedzieć, że nasz. Idziemy wypróbować?
-Jasne. Już nie mogę się doczekać. - odparłam.
 I znowu złapał mnie za rękę. Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że lubię kiedy to robi. Trzymał mnie dopóki nie znaleźliśmy się przy samym motocyklu, który już stał przed budynkiem salonu. Mateusz jeszcze raz obejrzał go z każdej strony, ale tym razem jego zachwyt był nieco mniejszy niż poprzednio.
 Kiedy skończył wreszcie wsiadł na swój nowo zakupiony sprzęt. Wykonałam tę samą czynność. Trzeba przyznać, że motor był wygodny. Szczególnie wtedy kiedy obejmowałam kierowcę.
 Wreszcie Mateusz wcisnął gaz i ruszyliśmy przed siebie, nie wiedząc nawet dokąd jedziemy. Przynajmniej ja tego nie wiedziałam.

CDN...

niedziela, 23 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy IX

 Kolejny dzień zapowiadał się fajnie. Była ładna pogoda. Świeciło słońce i mimo lekkiego wiatru było ciepło.  Cieszyłam się, że już dzisiaj będę mogła zobaczyć się z Mateuszem. Stęskniłam się za nim. On pewnie za mną też.
 Wcześniej dostałam od niego wiadomość informującą mnie, że koło trzynastej będzie mógł wrócić do domu. Tym razem w domu był tylko Dawid, więc nie musiałam przekazywać rodzicom, że wychodzę.
 Po jakimś czasie wreszcie znalazłam się przy budynku szpitala. Chciałam wejść do środka, lecz usłyszałam, że ktoś krzyczy moje imię. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. Gdy tylko się odwróciłam w oczy rzuciła mi się sylwetka mojego chłopaka. Dzisiaj wyglądał już znacznie lepiej. Podbiegłam do niego. Usiadłam obok i rzuciłam mu się na szyję. Uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk.
-Już możesz wracać? - zapytałam.
-Tak, ale nie chciałbym od razu iść do domu.
-To co chcesz robić?
-Hm, może pójdziemy obejrzeć motocykle? Chciałbym sobie kupić nowy, by móc nim z tobą jeździć.
-Musiałeś naprawdę mocno uderzyć się w głowę. Jeszcze nie zrozumiałeś, że stwarzam dla ciebie zagrożenie?
-Nie mówiłem, że ty masz prowadzić.
-Nie szkoda ci kasy? Może naprawa byłaby tańsza.
-Niekoniecznie.
-Może zamiast tego chodźmy na spacer.
-Okej, jak chcesz. Ale i tak kiedyś będę musiał sobie zafundować motor.
-Chyba ja tobie.
-Nawet  tak nie mów.
 Nie odpowiedziałam. Mateusz złapał mnie za rękę i poszliśmy przed siebie. Praktycznie cały czas szliśmy w milczeniu. Nie musieliśmy nic mówić, żeby się zrozumieć. Jeszcze nigdy, przy żadnym chłopaku nie czułam czegoś podobnego. Coś mówiło mi, że to ten jedyny.
 Po przemierzeniu pewnego odcinka drogi wreszcie się zatrzymaliśmy. Stanęliśmy przed jakąś restauracją. Nie miałam w zwyczaju jeść w restauracjach, ale dziś dostałam taką propozycję. Nie mogłam jej odrzucić.
-Panie przodem. - Mateusz otworzył przede mną drzwi.
-No proszę, jaki ty kulturalny.
-Zawsze jestem kulturalny.
 Pierwszy raz widziałam taką restaurację. Była ogromna i strasznie wystrojona. Ludzie, którzy w niej przebywali byli ubrani w elegancką odzież. Podejrzewałam, że jedzenie jest tu drogie. Wydawało mi się, że kompletnie nie pasuję do tych klimatów.
 Mateusz zapłacił za mnie i za siebie. Pewnie ja powinnam to zrobić w ramach odszkodowania, ale nie miałam przy sobie takiej sumy pieniędzy. Zresztą nawet gdybym miała nie chciałby, żebym ja stawiała.
 Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam w tej samej restauracji swoją przyjaciółkę, Martynę. Nie widziałam się z nią od początku wakacji. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak mi jej brakowało. Wcześniej byłam zajęta Mateuszem.
-Cześć Klaudia. - przywitała się. - Widzę, że masz randkę. Nic się nie chwaliłaś.
-Cześć. Nie miałam czasu.
-A, więc potwierdzasz, że to randka?
-Właściwie można to tak nazwać. To jest Mateusz.
-Martyna. - wyciągnęła rękę w stronę mojego chłopaka.
-Miło mi. Pewnie jesteś koleżanką Klaudii?
-Najlepszą przyjaciółką. - poprawiła. - Nie będę wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze!
 Gdy Martyna odeszła do stołu podeszła kelnerka podając nam jedzenie. Podziękowaliśmy i zaczęliśmy je spożywać.
-I jak? Smakuje ci? - spytał Mateusz.
-Nie jest najgorsze, ale przyzwyczaiłam się do mniej wymyślnych dań.
-Przepraszam. Gdybym wiedział poszlibyśmy do KFC czy coś.
-No co ty? Warto spróbować czegoś nowego, poza tym na pewno jest o wiele zdrowsze.
-Z tym się zgodzę. Jest też droższe, ale dla ciebie warto było tyle wydać.
-Słuchaj, rozumiem, że chcesz dobrze i naprawdę to doceniam, ale nie chcę nie wiadomo jak drogich prezentów. Szczególnie po tym co jestem ci winna.
-Nie jesteś mi nic winna.

CDN...



sobota, 22 czerwca 2013

Miłość od pierwszej jazdy VIII

 Niestety byłam zmuszona pożegnać się z Mateuszem i opuścić szpital. Zrobiłam to z niechęcią. Powoli ruszyłam w stronę domu, do którego wcale nie miałam ochoty wracać. Ostatnio moje kontakty z rodzicami nie były najlepsze. Ciągle musiałam się z czegoś tłumaczyć i ich okłamywać. Poza tym teraz wolałam być przy kimś innym. Wiem, że by tego chciał. To aż nieprawdopodobne, że jeszcze kilka dni temu był mi całkowicie obojętny. Teraz czułam coś innego. Coś nie do opisania.
 Wreszcie stanęłam przed drzwiami domu. Byłam lekko zestresowana przed kolejną rozmową z rodziną, ale nie mogłam całkiem opuścić swego miejsca zamieszkania. Wstąpiłam do środka. Pierwszą osobą, która rzuciła mi się w oczy był mój brat, Dawid.
-Wróciłaś? Liczyłem na to, że jednak wyjechałaś!
-To wcale nie jest śmieszne.
-Ale mnie zjechałaś...
-Daj sobie spokój. Wcale nie miałam takiego zamiaru.
Westchnęłam tylko i poszłam do siebie. Jednak zanim zdążyłam otworzyć drzwi, nie wiadomo skąd, na korytarzu pojawił się mój tata. Zatrzymał mnie i poinformował, że musimy porozmawiać. To co miałam usłyszeć było oczywiste.
-Chciałbym usłyszeć gdzie byłaś.
-Przecież mówiłam, że jestem w szpitalu.
-Tak, ale twierdzisz, że byłaś tam z kolegą, który podobno miał wypadek. Jak to się stało? Czy robiłaś z nim coś niebezpiecznego? Podkreślam też, że nie wspominałaś nam, że wybierasz się do jakiegoś kolegi. Kto to był? Czy to ten, który cię wtedy podwiózł?
-Nie rozumiem o co robisz aferę. Przecież nie mam już ośmiu lat.
-Zrozum, że się o ciebie martwię...
-To przestań!
 Byłam pewna, że z dalszej rozmowy wyniknie kłótnia, dlatego poszłam do siebie i trzasnęłam drzwiami. Chciałam głośno puścić muzykę, żeby nie słyszeć dyskusji rodziców. Podejrzewałam, że rozmawiali o mnie. Powstrzymał mnie od tego jedynie dźwięku mojego dzwonka. Ucieszyłam się widząc, że na mojej komórce wyświetlił się numer Mateusza.
-Słucham?
-Cześć kochanie.
 Pierwszy raz zwrócił się do mnie w taki sposób. Nie ukrywam, że było to fajne uczucie.
-Hej.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że jutro mogę już wyjść ze szpitala i żebyś się o nic nie martwiła. Mogłabyś jakoś po mnie przyjechać?
-Niestety nie mam czym.
-Możesz wziąć mój motor.
-Przecież jest zepsuty.
-No tak, racja. Zapomniałem.
-Co ci się stało?
-Doznałem wstrząśnienia mózgu spowodowanego urazem głowy.
-Co?! I mówisz, że mam się nie martwić?
-Tak. Nic mi nie będzie.
-Powinnam ci zapłacić odszkodowanie. I jeszcze za naprawę motoru.
-Nic mi nie musisz płacić. To nie twoja wina. Powtarzam ci to już któryś raz z kolei. Muszę kończyć. Pa, kocham cię!
-Do zobaczenia. Ja też cię kocham...
 Poczułam dziwną ulgę kiedy to powiedziałam. Tak jakbym wreszcie wyrzuciła z siebie coś do czego bałam się przyznać. Znacznie poprawiło mi to nastrój.

CDN...