Kolejny raz w tym miejscu Mateusz całował mnie, przytulał i w podobne sposoby okazywał swoją miłość. Było prawie tak samo, jak za pierwszym razem. Różnica polegała jedynie na tym, że dzisiaj go nie odpychałam, ani się nie denerwowałam. Wręcz przeciwnie, chciałam więcej. Niestety ten dzień minął bardzo szybko. Musiałam już wracać do domu. Właśnie stanęliśmy przy motorze Mateusza.
-Odwieziesz mnie? - zapytałam Mateusza.
-Miałem taki zamiar.
Wsiedliśmy na motor. Mateusz wcisnął gaz i od razu zaczął strasznie pędzić. Ja bym się tak nie odważyła. Od ostatniego wypadku jeszcze bardziej bałam się prowadzić motocykl, mimo tego, że uwielbiałam nim jeździć. Szczególnie z Mateuszem.
Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Zsiadłam z motoru i pocałowałam swojego chłopaka w policzek na pożegnanie. Ze względu na to, że Mateusz zatrzymał się przy swoim domu, musiałam się kawałek przejść.
Gdy wreszcie byłam w domu zobaczyłam swoich rodziców. Mieli poważne miny. Wyglądali tak jakby chcieli ze mną porozmawiać, ale ta rozmowa raczej nie miała należeć do najprzyjemniejszych.
-Musimy porozmawiać. - oznajmił mój tata.- Tu i teraz.
-Serio? O czym tym razem?
-O tobie. Widziałem cię ostatnio przy szpitalu.
-Co?! Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mnie śledzisz!
-Owszem, chcę ci to powiedzieć. Robię to, bo się martwię. Czy ty nie możesz tego zrozumieć? To wszystko dla twojego dobra. Chcę wiedzieć kim jest ten chłopak, z którym byłaś.
-Mówiłam, że kolega miał wypadek.
-Kolega? Nie wyglądało na to, żeby to był tylko kolega. Bardziej jakby twój chłopak.
-Może, a nawet jeśli? Nie masz prawa mówić mi co mam robić!
-Uspokój się. Wcale nie mówię, że mi to przeszkadza.
Takich słów się nie spodziewałam. Liczyłam na to, że będę musiała wysłuchiwać kazania. Popatrzyłam na tatę wyraźnie zdziwiona.
-Chciałbym tylko powiedzieć, że jeśli już z kimś chodzisz, nie ukrywaj się tak z tym. Pewnie cię dziwi to co mówię, ale wiesz? Coś do mnie dotarło. Pewnie trochę za późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale.
-Co? Tato, o czym ty mówisz?
-Zrozumiałem, że nie jesteś już małą dziewczynką. Wcześniej rozmawiałem na ten temat z twoją mamą i stwierdziliśmy, że chcemy poznać twojego chłopaka.
Te słowa wydawały mi się dziwne. Nie tylko dlatego, że nie brzmiały jak słowa mojego taty, ale też dlatego, że jeszcze dziś Mateusz wypowiedział takie słowa:
"Dlaczego od razu miało się coś stać? Może po prostu zdali sobie sprawę, że nie masz już ośmiu, tylko szesnaście lat i należy ci się trochę prywatności, nie musisz być pod ciągłą kontrolą!"
Przypadek? Zbieg okoliczności? Tak, to pewnie coś w tym stylu.
-Wygląda na porządnego chłopaka. - ciągnął tata. - Zależy mi na tym, żebyś była szczęśliwa. A twój brat mógłby się z nim zakolegować, jak sądzisz?
-Nie wiem czy Mateusz będzie chciał kolegować się z trzynastolatkiem, ale wiem, że chciał was poznać.
-Nie widzę problemu. Zaprosisz go na jutro do nas?
-Mogłabym, skoro i tak już znacie prawdę. Pójdę do niego zadzwonić.
-Pewnie, idź!
Weszłam do swojego pokoju i wyciągnęłam z kieszeni swój telefon. Wykręciłam numer Mateusza.
-Słucham?
-Hej. Wpadniesz do mnie jutro?
-Wpadłbym chętnie, ale co z twoimi rodzicami?
-Przyłapali mnie kiedy byłam z tobą przy szpitalu. Wszystko już wiedzą.
-Uuu... i jak zareagowali?
-Chcą cię poznać, dlatego pytam czy przyjdziesz.
-Oczywiście, sam chętnie poznam twoich rodziców. Twojego brata zresztą też.
-To fajnie. Do jutra, kocham cię!
-Ja ciebie bardziej.
-Chyba nie.
-Nie kłóć się kotku.
-Sam zacząłeś.
-Okej, jutro będziemy się sprzeczać. Pa!
-Pa.
Rozłączyłam się i wróciłam do taty informując go, że Mateusz przyjął zaproszenie. On przekazał tę wiadomość mamie, a całej rozmowie przysłuchiwał się mój brat. Powiedział, że mam przyjść do jego pokoju, bo on chce dowiedzieć się czegoś o Mateuszu zanim zacznie się z nim kolegować.
-Więc co mi o nim powiesz?
-Jutro do nas przyjdzie, to sam go poznasz.
-Chcę wiedzieć cokolwiek. Nie umiesz nic powiedzieć o swoim chłopaku?
-Właśnie o to chodzi. Pewnie inaczej zachowuje się jako mój chłopak, a inaczej będzie zachowywał się jako twój kolega.
-Niech ci będzie. Teraz wyjdź, bo gram!
Ten tekst to u Dawida była już tradycja. Opuściłam więc jego pokój wracając do siebie. Nie wiedziałam co robić, dlatego chwyciłam pierwszą z brzegu książkę i zaczęłam czytać.
CDN...
Tylu ludzi tu zajrzało
piątek, 28 czerwca 2013
środa, 26 czerwca 2013
Miłość od pierwszej jazdy XI
Nowy motor Mateusza rzeczywiście sprawdzał się świetnie. Jeździliśmy dwa razy szybciej, ale ja wcale się nie bałam. Wręcz przeciwnie, to sprawiało, że jazda była jeszcze przyjemniejsza. Ta chwila należała do tych, które mogłyby trwać wiecznie.
Rozpoznawałam tę drogę. Miałam wrażenie, że już kiedyś tędy przejeżdżałam. Ta pustka, cisza i pełno drzew wokół. Już gdzieś to widziałam. Moja pamięć odświeżyła się dopiero wtedy, gdy Mateusz się zatrzymał. To właśnie ten las, do którego kiedyś mnie wywiózł. Z tym miejscem wiązało się tyle wspomnień. Fajnie było tu znowu wrócić.
Od samego początku chodziliśmy trzymając się za ręce. Mateusz szybko znalazł temat do rozmowy.
-Pamiętasz jeszcze nasze pierwsze spotkanie, tu, w tym lesie?
-Oczywiście. Nie było to aż tak dawno. Poza tym to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień.
Mateusz zauważył kamień leżący pomiędzy drzewami. Usiadł na nim i gestem zachęcił mnie, bym zrobiła to samo. Uległam tej propozycji.
-Najpiękniejszych? - zdziwił się. - Pamiętam, że strasznie się wkurzyłaś.
-To było zanim się o tym wszystkim dowiedziałam.
-Musimy to kiedyś powtórzyć.
-Możemy choćby dzisiaj, ale to za chwilę. Najpierw chciałabym z tobą pogadać. To miejsce jest do tego idealne.
W tej chwili Mateusz przestał się uśmiechać. Widziałam w jego oczach, że się przestraszył. Wcale nie miałam zamiaru napędzić mu strachu. Przez chwilę myślałam, że może ma coś na sumieniu, ale po niecałej minucie pozbyłam się tej myśli. Byłam zbyt zakochana, żeby tak sądzić.
-O czym chcesz rozmawiać? - zapytał w końcu.
-O wszystkim. Liczę na to, że skoro jesteśmy razem, mogę ci ufać i mogę rozmawiać z tobą o wszystkim.
-No jasne.
-Zauważyłam, że jesteś w całkiem dobrej formie po tym wypadku. Nie skarżysz się na ból głowy, ani nic w tym stylu.
-Mówiłem, że to nic takiego.
Podsunęłam się do Mateusza. Siedziałam tuż obok niego. Owinęłam mu ręce wokół szyi. Uwielbiałam się do niego przytulać.
-Nie wiem czy powinnam tu siedzieć. - powiedziałam.
-Dlaczego nie?
-Ostatnio praktycznie cały czas spędzam z tobą. Prawie wcale nie przebywam w domu, moi rodzice się pewnie o mnie martwią. Wprawdzie nie dzwonią, ani nie piszą, ale... może to coś znaczy? Może coś się stało?
-Posłuchaj Klaudia. Kocham cię i wiesz o tym, ale masz w sobie irytującą cechę. Ciągle dramatyzujesz. Dlaczego od razu miało się coś stać? Może po prostu zdali sobie sprawę, że nie masz już ośmiu, tylko szesnaście lat i należy ci się trochę prywatności, nie musisz być pod ciągłą kontrolą!
-Możliwe, że masz rację, ale wiesz, nie ma ludzi idealnych. Muszę mieć jakąś wadę.
-Jeśli już zaczęłaś ten temat, to go nie zmieniaj. Chcę tylko, żebyś przestała się tym wszystkim tak przejmować, bo nic dobrego ci z tego nie wyjdzie. A jeśli naprawdę martwisz się o swoją rodzinę dlaczego sama nie przedzwonisz?
-Może dlatego, że znowu musiałabym ich okłamywać, bo pytaliby gdzie jestem, z kim itp...
-Nie musisz nikogo okłamywać. Przecież nie możesz kryć się całe życie. W końcu musisz przedstawić mnie swoim rodzicom.
-To nie jest takie łatwe. - westchnęłam. - Nie wszyscy są tacy tolerancyjni jak twoi rodzice.
-Jeśli tego nie zrobisz, mogą sami się jakoś dowiedzieć, choćby przez przypadek.
-Tak, masz rację. Muszę się przełamać.
-I o to chodzi. A teraz głowa do góry, z uśmiechem jesteś ładniejsza.
Posłusznie się uśmiechnęłam. Ta rozmowa mi bardzo pomogła. Mateusz wstał, a ja zaraz za nim. Tak jak miał w zwyczaju, chwycił mnie za rękę. Wyruszyliśmy na spacer po lesie, aby powtórzyć ostatni dzień, który tu spędziliśmy.
CDN...
Rozpoznawałam tę drogę. Miałam wrażenie, że już kiedyś tędy przejeżdżałam. Ta pustka, cisza i pełno drzew wokół. Już gdzieś to widziałam. Moja pamięć odświeżyła się dopiero wtedy, gdy Mateusz się zatrzymał. To właśnie ten las, do którego kiedyś mnie wywiózł. Z tym miejscem wiązało się tyle wspomnień. Fajnie było tu znowu wrócić.
Od samego początku chodziliśmy trzymając się za ręce. Mateusz szybko znalazł temat do rozmowy.
-Pamiętasz jeszcze nasze pierwsze spotkanie, tu, w tym lesie?
-Oczywiście. Nie było to aż tak dawno. Poza tym to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień.
Mateusz zauważył kamień leżący pomiędzy drzewami. Usiadł na nim i gestem zachęcił mnie, bym zrobiła to samo. Uległam tej propozycji.
-Najpiękniejszych? - zdziwił się. - Pamiętam, że strasznie się wkurzyłaś.
-To było zanim się o tym wszystkim dowiedziałam.
-Musimy to kiedyś powtórzyć.
-Możemy choćby dzisiaj, ale to za chwilę. Najpierw chciałabym z tobą pogadać. To miejsce jest do tego idealne.
W tej chwili Mateusz przestał się uśmiechać. Widziałam w jego oczach, że się przestraszył. Wcale nie miałam zamiaru napędzić mu strachu. Przez chwilę myślałam, że może ma coś na sumieniu, ale po niecałej minucie pozbyłam się tej myśli. Byłam zbyt zakochana, żeby tak sądzić.
-O czym chcesz rozmawiać? - zapytał w końcu.
-O wszystkim. Liczę na to, że skoro jesteśmy razem, mogę ci ufać i mogę rozmawiać z tobą o wszystkim.
-No jasne.
-Zauważyłam, że jesteś w całkiem dobrej formie po tym wypadku. Nie skarżysz się na ból głowy, ani nic w tym stylu.
-Mówiłem, że to nic takiego.
Podsunęłam się do Mateusza. Siedziałam tuż obok niego. Owinęłam mu ręce wokół szyi. Uwielbiałam się do niego przytulać.
-Nie wiem czy powinnam tu siedzieć. - powiedziałam.
-Dlaczego nie?
-Ostatnio praktycznie cały czas spędzam z tobą. Prawie wcale nie przebywam w domu, moi rodzice się pewnie o mnie martwią. Wprawdzie nie dzwonią, ani nie piszą, ale... może to coś znaczy? Może coś się stało?
-Posłuchaj Klaudia. Kocham cię i wiesz o tym, ale masz w sobie irytującą cechę. Ciągle dramatyzujesz. Dlaczego od razu miało się coś stać? Może po prostu zdali sobie sprawę, że nie masz już ośmiu, tylko szesnaście lat i należy ci się trochę prywatności, nie musisz być pod ciągłą kontrolą!
-Możliwe, że masz rację, ale wiesz, nie ma ludzi idealnych. Muszę mieć jakąś wadę.
-Jeśli już zaczęłaś ten temat, to go nie zmieniaj. Chcę tylko, żebyś przestała się tym wszystkim tak przejmować, bo nic dobrego ci z tego nie wyjdzie. A jeśli naprawdę martwisz się o swoją rodzinę dlaczego sama nie przedzwonisz?
-Może dlatego, że znowu musiałabym ich okłamywać, bo pytaliby gdzie jestem, z kim itp...
-Nie musisz nikogo okłamywać. Przecież nie możesz kryć się całe życie. W końcu musisz przedstawić mnie swoim rodzicom.
-To nie jest takie łatwe. - westchnęłam. - Nie wszyscy są tacy tolerancyjni jak twoi rodzice.
-Jeśli tego nie zrobisz, mogą sami się jakoś dowiedzieć, choćby przez przypadek.
-Tak, masz rację. Muszę się przełamać.
-I o to chodzi. A teraz głowa do góry, z uśmiechem jesteś ładniejsza.
Posłusznie się uśmiechnęłam. Ta rozmowa mi bardzo pomogła. Mateusz wstał, a ja zaraz za nim. Tak jak miał w zwyczaju, chwycił mnie za rękę. Wyruszyliśmy na spacer po lesie, aby powtórzyć ostatni dzień, który tu spędziliśmy.
CDN...
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Miłość od pierwszej jazdy X
Wyszliśmy z restauracji już w pełni najedzeni. Muszę przyznać, że zrobiła ona na mnie dość duże wrażenie. Przyjemnie spędziłam w niej czas, ale to chyba głównie ze względu na to z kim tam byłam. Spodziewałam się, że już będę musiała wracać do domu, ale Mateusz zatrzymał mnie przy sobie. Tak jak zwykle, chwycił mnie za rękę. Prowadził mnie w miejsce, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Dopiero kiedy znaleźliśmy się u celu, dowiedziałam się gdzie konkretnie szliśmy.
-Jak widzisz, to salon motocyklowy.
-Myślałam, że dasz sobie spokój. Przynajmniej dzisiaj.
-Przepraszam, nie mogę. Za bardzo to kocham. To całe moje życie. Łącznie z tobą, oczywiście.
-Jakie to słodkie. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Uśmiechnął się, żeby pokazać, iż sprawiłam mu przyjemność. Odwzajemniłam uśmiech.
-Popatrz tam! - krzyknął wskazując palcem na motor stojący naprzeciwko.
-Niezła maszyna. - przyznałam.
Podszedł bliżej, żeby dokładniej obejrzeć motocykl. W jego niebieskich oczach można było zauważyć ogromny podziw i fascynacje. Nie dało się ukryć, że to kocha, a ten motor to jego marzenie.
-Zawsze marzyłem, żeby mieć takiego. Teraz może się to stać.
-No tak, nie mogę zaprzeczyć, że jest super i pewnie nieźle się nim jeździ, ale spójrz na cenę. Jesteś pewien, że chcesz tyle wydać?
-Dla tego cuda warto. Nie chciałbym się chwalić, ale moi rodzice to biednych nie należą.
-To dobrze. Wiesz, nadal mam wyrzuty sumienia. Nie dość, że płacisz za mnie to jeszcze na siebie wydajesz tyle pieniędzy. Gdybym mogła, ja bym ci zapłaciła za ten motor.
-Po co robisz problem z niczego? To ja go kupuję, nie ty. Obiecuję, że nieraz przejedziesz się ze mną i będziemy zapierdalać po świecie.
-Mógłbyś nie przeklinać w miejscu publicznym, ale mniejsza z tym. Do tego wszystkiego zapewniasz mi super przeżycia. Głupio mi, że ja jeszcze nie dałam nic od siebie. To znaczy dałam, ale nic dobrego.
-Nic dobrego? Dałaś mi wszystko co najlepsze. Samo to, że jesteś sprawia mi radość. To, że spędziłem i jeszcze spędzę z tobą niezapomniane chwile jest jeszcze lepsze. A najlepsza jest twoja miłość. Wiem, że mnie kochasz. Sama się do tego przyznałaś.
-Nie mogę zaprzeczyć. Tak, kocham cię.
Wydawało mi się, że Mateusz tylko czeka aż to powiem, bo gdy tylko usłyszał ode mnie te słowa na jego twarzy ujrzałam uśmiech. Najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Także chciałam się do niego uśmiechnąć, lecz w tej chwili jego oczy były skierowane w stronę kasjerki. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Mateusz jedynie składa zamówienie, jednak mimo wszystko irytowało mnie to, że się na nią patrzy. Była ode mnie ładniejsza i dość wyzywająco ubrana, a ja byłam zwyczajnie zazdrosna. To okropne uczucie minęło kiedy odszedł od kasy.
-Zapłaciłem pierwszą ratę. - poinformował mnie. - Motor już mój, a właściwie mógłbym powiedzieć, że nasz. Idziemy wypróbować?
-Jasne. Już nie mogę się doczekać. - odparłam.
I znowu złapał mnie za rękę. Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że lubię kiedy to robi. Trzymał mnie dopóki nie znaleźliśmy się przy samym motocyklu, który już stał przed budynkiem salonu. Mateusz jeszcze raz obejrzał go z każdej strony, ale tym razem jego zachwyt był nieco mniejszy niż poprzednio.
Kiedy skończył wreszcie wsiadł na swój nowo zakupiony sprzęt. Wykonałam tę samą czynność. Trzeba przyznać, że motor był wygodny. Szczególnie wtedy kiedy obejmowałam kierowcę.
Wreszcie Mateusz wcisnął gaz i ruszyliśmy przed siebie, nie wiedząc nawet dokąd jedziemy. Przynajmniej ja tego nie wiedziałam.
CDN...
-Jak widzisz, to salon motocyklowy.
-Myślałam, że dasz sobie spokój. Przynajmniej dzisiaj.
-Przepraszam, nie mogę. Za bardzo to kocham. To całe moje życie. Łącznie z tobą, oczywiście.
-Jakie to słodkie. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Uśmiechnął się, żeby pokazać, iż sprawiłam mu przyjemność. Odwzajemniłam uśmiech.
-Popatrz tam! - krzyknął wskazując palcem na motor stojący naprzeciwko.
-Niezła maszyna. - przyznałam.
Podszedł bliżej, żeby dokładniej obejrzeć motocykl. W jego niebieskich oczach można było zauważyć ogromny podziw i fascynacje. Nie dało się ukryć, że to kocha, a ten motor to jego marzenie.
-Zawsze marzyłem, żeby mieć takiego. Teraz może się to stać.
-No tak, nie mogę zaprzeczyć, że jest super i pewnie nieźle się nim jeździ, ale spójrz na cenę. Jesteś pewien, że chcesz tyle wydać?
-Dla tego cuda warto. Nie chciałbym się chwalić, ale moi rodzice to biednych nie należą.
-To dobrze. Wiesz, nadal mam wyrzuty sumienia. Nie dość, że płacisz za mnie to jeszcze na siebie wydajesz tyle pieniędzy. Gdybym mogła, ja bym ci zapłaciła za ten motor.
-Po co robisz problem z niczego? To ja go kupuję, nie ty. Obiecuję, że nieraz przejedziesz się ze mną i będziemy zapierdalać po świecie.
-Mógłbyś nie przeklinać w miejscu publicznym, ale mniejsza z tym. Do tego wszystkiego zapewniasz mi super przeżycia. Głupio mi, że ja jeszcze nie dałam nic od siebie. To znaczy dałam, ale nic dobrego.
-Nic dobrego? Dałaś mi wszystko co najlepsze. Samo to, że jesteś sprawia mi radość. To, że spędziłem i jeszcze spędzę z tobą niezapomniane chwile jest jeszcze lepsze. A najlepsza jest twoja miłość. Wiem, że mnie kochasz. Sama się do tego przyznałaś.
-Nie mogę zaprzeczyć. Tak, kocham cię.
Wydawało mi się, że Mateusz tylko czeka aż to powiem, bo gdy tylko usłyszał ode mnie te słowa na jego twarzy ujrzałam uśmiech. Najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Także chciałam się do niego uśmiechnąć, lecz w tej chwili jego oczy były skierowane w stronę kasjerki. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Mateusz jedynie składa zamówienie, jednak mimo wszystko irytowało mnie to, że się na nią patrzy. Była ode mnie ładniejsza i dość wyzywająco ubrana, a ja byłam zwyczajnie zazdrosna. To okropne uczucie minęło kiedy odszedł od kasy.
-Zapłaciłem pierwszą ratę. - poinformował mnie. - Motor już mój, a właściwie mógłbym powiedzieć, że nasz. Idziemy wypróbować?
-Jasne. Już nie mogę się doczekać. - odparłam.
I znowu złapał mnie za rękę. Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że lubię kiedy to robi. Trzymał mnie dopóki nie znaleźliśmy się przy samym motocyklu, który już stał przed budynkiem salonu. Mateusz jeszcze raz obejrzał go z każdej strony, ale tym razem jego zachwyt był nieco mniejszy niż poprzednio.
Kiedy skończył wreszcie wsiadł na swój nowo zakupiony sprzęt. Wykonałam tę samą czynność. Trzeba przyznać, że motor był wygodny. Szczególnie wtedy kiedy obejmowałam kierowcę.
Wreszcie Mateusz wcisnął gaz i ruszyliśmy przed siebie, nie wiedząc nawet dokąd jedziemy. Przynajmniej ja tego nie wiedziałam.
CDN...
niedziela, 23 czerwca 2013
Miłość od pierwszej jazdy IX
Kolejny dzień zapowiadał się fajnie. Była ładna pogoda. Świeciło słońce i mimo lekkiego wiatru było ciepło. Cieszyłam się, że już dzisiaj będę mogła zobaczyć się z Mateuszem. Stęskniłam się za nim. On pewnie za mną też.
Wcześniej dostałam od niego wiadomość informującą mnie, że koło trzynastej będzie mógł wrócić do domu. Tym razem w domu był tylko Dawid, więc nie musiałam przekazywać rodzicom, że wychodzę.
Po jakimś czasie wreszcie znalazłam się przy budynku szpitala. Chciałam wejść do środka, lecz usłyszałam, że ktoś krzyczy moje imię. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. Gdy tylko się odwróciłam w oczy rzuciła mi się sylwetka mojego chłopaka. Dzisiaj wyglądał już znacznie lepiej. Podbiegłam do niego. Usiadłam obok i rzuciłam mu się na szyję. Uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk.
-Już możesz wracać? - zapytałam.
-Tak, ale nie chciałbym od razu iść do domu.
-To co chcesz robić?
-Hm, może pójdziemy obejrzeć motocykle? Chciałbym sobie kupić nowy, by móc nim z tobą jeździć.
-Musiałeś naprawdę mocno uderzyć się w głowę. Jeszcze nie zrozumiałeś, że stwarzam dla ciebie zagrożenie?
-Nie mówiłem, że ty masz prowadzić.
-Nie szkoda ci kasy? Może naprawa byłaby tańsza.
-Niekoniecznie.
-Może zamiast tego chodźmy na spacer.
-Okej, jak chcesz. Ale i tak kiedyś będę musiał sobie zafundować motor.
-Chyba ja tobie.
-Nawet tak nie mów.
Nie odpowiedziałam. Mateusz złapał mnie za rękę i poszliśmy przed siebie. Praktycznie cały czas szliśmy w milczeniu. Nie musieliśmy nic mówić, żeby się zrozumieć. Jeszcze nigdy, przy żadnym chłopaku nie czułam czegoś podobnego. Coś mówiło mi, że to ten jedyny.
Po przemierzeniu pewnego odcinka drogi wreszcie się zatrzymaliśmy. Stanęliśmy przed jakąś restauracją. Nie miałam w zwyczaju jeść w restauracjach, ale dziś dostałam taką propozycję. Nie mogłam jej odrzucić.
-Panie przodem. - Mateusz otworzył przede mną drzwi.
-No proszę, jaki ty kulturalny.
-Zawsze jestem kulturalny.
Pierwszy raz widziałam taką restaurację. Była ogromna i strasznie wystrojona. Ludzie, którzy w niej przebywali byli ubrani w elegancką odzież. Podejrzewałam, że jedzenie jest tu drogie. Wydawało mi się, że kompletnie nie pasuję do tych klimatów.
Mateusz zapłacił za mnie i za siebie. Pewnie ja powinnam to zrobić w ramach odszkodowania, ale nie miałam przy sobie takiej sumy pieniędzy. Zresztą nawet gdybym miała nie chciałby, żebym ja stawiała.
Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam w tej samej restauracji swoją przyjaciółkę, Martynę. Nie widziałam się z nią od początku wakacji. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak mi jej brakowało. Wcześniej byłam zajęta Mateuszem.
-Cześć Klaudia. - przywitała się. - Widzę, że masz randkę. Nic się nie chwaliłaś.
-Cześć. Nie miałam czasu.
-A, więc potwierdzasz, że to randka?
-Właściwie można to tak nazwać. To jest Mateusz.
-Martyna. - wyciągnęła rękę w stronę mojego chłopaka.
-Miło mi. Pewnie jesteś koleżanką Klaudii?
-Najlepszą przyjaciółką. - poprawiła. - Nie będę wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze!
Gdy Martyna odeszła do stołu podeszła kelnerka podając nam jedzenie. Podziękowaliśmy i zaczęliśmy je spożywać.
-I jak? Smakuje ci? - spytał Mateusz.
-Nie jest najgorsze, ale przyzwyczaiłam się do mniej wymyślnych dań.
-Przepraszam. Gdybym wiedział poszlibyśmy do KFC czy coś.
-No co ty? Warto spróbować czegoś nowego, poza tym na pewno jest o wiele zdrowsze.
-Z tym się zgodzę. Jest też droższe, ale dla ciebie warto było tyle wydać.
-Słuchaj, rozumiem, że chcesz dobrze i naprawdę to doceniam, ale nie chcę nie wiadomo jak drogich prezentów. Szczególnie po tym co jestem ci winna.
-Nie jesteś mi nic winna.
CDN...
Wcześniej dostałam od niego wiadomość informującą mnie, że koło trzynastej będzie mógł wrócić do domu. Tym razem w domu był tylko Dawid, więc nie musiałam przekazywać rodzicom, że wychodzę.
Po jakimś czasie wreszcie znalazłam się przy budynku szpitala. Chciałam wejść do środka, lecz usłyszałam, że ktoś krzyczy moje imię. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. Gdy tylko się odwróciłam w oczy rzuciła mi się sylwetka mojego chłopaka. Dzisiaj wyglądał już znacznie lepiej. Podbiegłam do niego. Usiadłam obok i rzuciłam mu się na szyję. Uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk.
-Już możesz wracać? - zapytałam.
-Tak, ale nie chciałbym od razu iść do domu.
-To co chcesz robić?
-Hm, może pójdziemy obejrzeć motocykle? Chciałbym sobie kupić nowy, by móc nim z tobą jeździć.
-Musiałeś naprawdę mocno uderzyć się w głowę. Jeszcze nie zrozumiałeś, że stwarzam dla ciebie zagrożenie?
-Nie mówiłem, że ty masz prowadzić.
-Nie szkoda ci kasy? Może naprawa byłaby tańsza.
-Niekoniecznie.
-Może zamiast tego chodźmy na spacer.
-Okej, jak chcesz. Ale i tak kiedyś będę musiał sobie zafundować motor.
-Chyba ja tobie.
-Nawet tak nie mów.
Nie odpowiedziałam. Mateusz złapał mnie za rękę i poszliśmy przed siebie. Praktycznie cały czas szliśmy w milczeniu. Nie musieliśmy nic mówić, żeby się zrozumieć. Jeszcze nigdy, przy żadnym chłopaku nie czułam czegoś podobnego. Coś mówiło mi, że to ten jedyny.
Po przemierzeniu pewnego odcinka drogi wreszcie się zatrzymaliśmy. Stanęliśmy przed jakąś restauracją. Nie miałam w zwyczaju jeść w restauracjach, ale dziś dostałam taką propozycję. Nie mogłam jej odrzucić.
-Panie przodem. - Mateusz otworzył przede mną drzwi.
-No proszę, jaki ty kulturalny.
-Zawsze jestem kulturalny.
Pierwszy raz widziałam taką restaurację. Była ogromna i strasznie wystrojona. Ludzie, którzy w niej przebywali byli ubrani w elegancką odzież. Podejrzewałam, że jedzenie jest tu drogie. Wydawało mi się, że kompletnie nie pasuję do tych klimatów.
Mateusz zapłacił za mnie i za siebie. Pewnie ja powinnam to zrobić w ramach odszkodowania, ale nie miałam przy sobie takiej sumy pieniędzy. Zresztą nawet gdybym miała nie chciałby, żebym ja stawiała.
Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam w tej samej restauracji swoją przyjaciółkę, Martynę. Nie widziałam się z nią od początku wakacji. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak mi jej brakowało. Wcześniej byłam zajęta Mateuszem.
-Cześć Klaudia. - przywitała się. - Widzę, że masz randkę. Nic się nie chwaliłaś.
-Cześć. Nie miałam czasu.
-A, więc potwierdzasz, że to randka?
-Właściwie można to tak nazwać. To jest Mateusz.
-Martyna. - wyciągnęła rękę w stronę mojego chłopaka.
-Miło mi. Pewnie jesteś koleżanką Klaudii?
-Najlepszą przyjaciółką. - poprawiła. - Nie będę wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze!
Gdy Martyna odeszła do stołu podeszła kelnerka podając nam jedzenie. Podziękowaliśmy i zaczęliśmy je spożywać.
-I jak? Smakuje ci? - spytał Mateusz.
-Nie jest najgorsze, ale przyzwyczaiłam się do mniej wymyślnych dań.
-Przepraszam. Gdybym wiedział poszlibyśmy do KFC czy coś.
-No co ty? Warto spróbować czegoś nowego, poza tym na pewno jest o wiele zdrowsze.
-Z tym się zgodzę. Jest też droższe, ale dla ciebie warto było tyle wydać.
-Słuchaj, rozumiem, że chcesz dobrze i naprawdę to doceniam, ale nie chcę nie wiadomo jak drogich prezentów. Szczególnie po tym co jestem ci winna.
-Nie jesteś mi nic winna.
CDN...
sobota, 22 czerwca 2013
Miłość od pierwszej jazdy VIII
Niestety byłam zmuszona pożegnać się z Mateuszem i opuścić szpital. Zrobiłam to z niechęcią. Powoli ruszyłam w stronę domu, do którego wcale nie miałam ochoty wracać. Ostatnio moje kontakty z rodzicami nie były najlepsze. Ciągle musiałam się z czegoś tłumaczyć i ich okłamywać. Poza tym teraz wolałam być przy kimś innym. Wiem, że by tego chciał. To aż nieprawdopodobne, że jeszcze kilka dni temu był mi całkowicie obojętny. Teraz czułam coś innego. Coś nie do opisania.
Wreszcie stanęłam przed drzwiami domu. Byłam lekko zestresowana przed kolejną rozmową z rodziną, ale nie mogłam całkiem opuścić swego miejsca zamieszkania. Wstąpiłam do środka. Pierwszą osobą, która rzuciła mi się w oczy był mój brat, Dawid.
-Wróciłaś? Liczyłem na to, że jednak wyjechałaś!
-To wcale nie jest śmieszne.
-Ale mnie zjechałaś...
-Daj sobie spokój. Wcale nie miałam takiego zamiaru.
Westchnęłam tylko i poszłam do siebie. Jednak zanim zdążyłam otworzyć drzwi, nie wiadomo skąd, na korytarzu pojawił się mój tata. Zatrzymał mnie i poinformował, że musimy porozmawiać. To co miałam usłyszeć było oczywiste.
-Chciałbym usłyszeć gdzie byłaś.
-Przecież mówiłam, że jestem w szpitalu.
-Tak, ale twierdzisz, że byłaś tam z kolegą, który podobno miał wypadek. Jak to się stało? Czy robiłaś z nim coś niebezpiecznego? Podkreślam też, że nie wspominałaś nam, że wybierasz się do jakiegoś kolegi. Kto to był? Czy to ten, który cię wtedy podwiózł?
-Nie rozumiem o co robisz aferę. Przecież nie mam już ośmiu lat.
-Zrozum, że się o ciebie martwię...
-To przestań!
Byłam pewna, że z dalszej rozmowy wyniknie kłótnia, dlatego poszłam do siebie i trzasnęłam drzwiami. Chciałam głośno puścić muzykę, żeby nie słyszeć dyskusji rodziców. Podejrzewałam, że rozmawiali o mnie. Powstrzymał mnie od tego jedynie dźwięku mojego dzwonka. Ucieszyłam się widząc, że na mojej komórce wyświetlił się numer Mateusza.
-Słucham?
-Cześć kochanie.
Pierwszy raz zwrócił się do mnie w taki sposób. Nie ukrywam, że było to fajne uczucie.
-Hej.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że jutro mogę już wyjść ze szpitala i żebyś się o nic nie martwiła. Mogłabyś jakoś po mnie przyjechać?
-Niestety nie mam czym.
-Możesz wziąć mój motor.
-Przecież jest zepsuty.
-No tak, racja. Zapomniałem.
-Co ci się stało?
-Doznałem wstrząśnienia mózgu spowodowanego urazem głowy.
-Co?! I mówisz, że mam się nie martwić?
-Tak. Nic mi nie będzie.
-Powinnam ci zapłacić odszkodowanie. I jeszcze za naprawę motoru.
-Nic mi nie musisz płacić. To nie twoja wina. Powtarzam ci to już któryś raz z kolei. Muszę kończyć. Pa, kocham cię!
-Do zobaczenia. Ja też cię kocham...
Poczułam dziwną ulgę kiedy to powiedziałam. Tak jakbym wreszcie wyrzuciła z siebie coś do czego bałam się przyznać. Znacznie poprawiło mi to nastrój.
CDN...
Wreszcie stanęłam przed drzwiami domu. Byłam lekko zestresowana przed kolejną rozmową z rodziną, ale nie mogłam całkiem opuścić swego miejsca zamieszkania. Wstąpiłam do środka. Pierwszą osobą, która rzuciła mi się w oczy był mój brat, Dawid.
-Wróciłaś? Liczyłem na to, że jednak wyjechałaś!
-To wcale nie jest śmieszne.
-Ale mnie zjechałaś...
-Daj sobie spokój. Wcale nie miałam takiego zamiaru.
Westchnęłam tylko i poszłam do siebie. Jednak zanim zdążyłam otworzyć drzwi, nie wiadomo skąd, na korytarzu pojawił się mój tata. Zatrzymał mnie i poinformował, że musimy porozmawiać. To co miałam usłyszeć było oczywiste.
-Chciałbym usłyszeć gdzie byłaś.
-Przecież mówiłam, że jestem w szpitalu.
-Tak, ale twierdzisz, że byłaś tam z kolegą, który podobno miał wypadek. Jak to się stało? Czy robiłaś z nim coś niebezpiecznego? Podkreślam też, że nie wspominałaś nam, że wybierasz się do jakiegoś kolegi. Kto to był? Czy to ten, który cię wtedy podwiózł?
-Nie rozumiem o co robisz aferę. Przecież nie mam już ośmiu lat.
-Zrozum, że się o ciebie martwię...
-To przestań!
Byłam pewna, że z dalszej rozmowy wyniknie kłótnia, dlatego poszłam do siebie i trzasnęłam drzwiami. Chciałam głośno puścić muzykę, żeby nie słyszeć dyskusji rodziców. Podejrzewałam, że rozmawiali o mnie. Powstrzymał mnie od tego jedynie dźwięku mojego dzwonka. Ucieszyłam się widząc, że na mojej komórce wyświetlił się numer Mateusza.
-Słucham?
-Cześć kochanie.
Pierwszy raz zwrócił się do mnie w taki sposób. Nie ukrywam, że było to fajne uczucie.
-Hej.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że jutro mogę już wyjść ze szpitala i żebyś się o nic nie martwiła. Mogłabyś jakoś po mnie przyjechać?
-Niestety nie mam czym.
-Możesz wziąć mój motor.
-Przecież jest zepsuty.
-No tak, racja. Zapomniałem.
-Co ci się stało?
-Doznałem wstrząśnienia mózgu spowodowanego urazem głowy.
-Co?! I mówisz, że mam się nie martwić?
-Tak. Nic mi nie będzie.
-Powinnam ci zapłacić odszkodowanie. I jeszcze za naprawę motoru.
-Nic mi nie musisz płacić. To nie twoja wina. Powtarzam ci to już któryś raz z kolei. Muszę kończyć. Pa, kocham cię!
-Do zobaczenia. Ja też cię kocham...
Poczułam dziwną ulgę kiedy to powiedziałam. Tak jakbym wreszcie wyrzuciła z siebie coś do czego bałam się przyznać. Znacznie poprawiło mi to nastrój.
CDN...
piątek, 21 czerwca 2013
Miłość od pierwszej jazdy VII
Byłam przerażona, gdy to się wydarzyło. Mnie samej nic poważnego się nie stało. O wiele gorszy był widok Mateusza, który leżał na ziemi. Był nieprzytomny, a z jego głowy lała się krew. Kiedy tylko to zobaczyłam od razu zadzwoniłam po pogotowie.
Nie czekałam długo. Karetka szybko przyjechała na sygnale i zabrała poszkodowanego ze sobą. Chciałam wsiąść na motor i pojechać za nią, ale pojazdem w takim stanie nigdzie bym nie dojechała, nawet jeżeli umiałabym go prowadzić.
Postanowiłam pójść do szpitala pieszo. Wiedziałam, że teraz muszę przy nim być. Martwiłam się, że stało mu się coś złego i czułam wyrzuty sumienia. Chociaż to on zmusił mnie do prowadzenia motocyklu, pomimo moich ostrzeżeń, czułam się wszystkiemu winna. Mogłam bardziej uważać.
Po kilkunastu minutach wreszcie znalazłam się w budynku szpitala. Podeszłam więc do kobiety, która wyglądała na recepcjonistkę tłumacząc jej kim jestem i prosząc o pozwolenie spotkania się ze swoim chłopakiem.
Zgodziła się i zaprowadziła mnie do sali, w której leżał Mateusz. Weszłam tam powoli i przyjrzałam się mu bliżej. Marnie wyglądał. Miał głowę owiniętą bandażem, był blady jak ściana i miał niewyraźny wyraz twarzy. Zasmucona tym widokiem zbliżyłam się do niego i stanęłam tuż obok łóżka, na którym się znajdował.
-Cześć. Jak się czujesz?
-Klaudia, jak się cieszę, że cię widzę! Trochę mnie głowa boli, ale już lepiej.
-Przepraszam, że cię tak urządziłam. Nie chciałam.
Otworzył szeroko oczy, jakby nie wiedział o czym mówię.
-Co się właściwie stało? - zapytał. - Nic nie pamiętam.
-Dałeś mi prowadzić swój motor... A ja głupia, wjechałam w drzewo... Przepraszam cię, jestem beznadziejna... - mówiłam rozpaczliwym głosem.
-Nie martw się, nic się nie stało. To wszystko moja wina. Mogłem cię słuchać. Było, minęło.
-Nie dość, że rozwaliłam ci motor to jeszcze rozbiłam ci głowę... i ty tak po prostu mi wybaczasz?
-Nie mam czego ci wybaczać. Jestem zbyt uparty, to wszystko. Nie obwiniaj się. To ja narzucam się tobie, już po raz kolejny. Dziwię się, że ty mi to wybaczasz.
Kiedy to mówił przypomniały mi się te wszystkie momenty w lesie. To, kiedy trzymał mnie za rękę, kiedy mnie dotykał i kiedy mnie przytulał. Na samą myśl o tym przechodziły mnie dreszcze. Przyjemne dreszcze.
Nie wspomniałam o tym jednak, tylko zadałam mu pytanie.
-Wiesz już co ci jest?
-Dokładnie to nie. - odpowiedział. - Ale lekarze twierdzą, że nic poważnego, szybko się zagoi.
-Miejmy nadzieję.
Mateusz chciał coś powiedzieć, ale wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam słysząc w nim głos swojego taty.
-Mogę wiedzieć gdzie tak długo się podziewasz?
-Przecież zostawiłam kartkę, że wychodzę.
-Nigdy nie wychodziłaś z domu na taki czas. To podejrzane.
-Tato, daj spokój...
Popatrzyłam na Mateusza pytającym wzrokiem, mając nadzieję, że podpowie mi jak mam się tłumaczyć. Nie spodziewałam się tej reakcji. Szepnął, żebym powiedziała prawdę.
-Nie dam ci spokoju, dopóki mi nie wytłumaczysz co się z tobą dzieje.
-Jestem w szpitalu.
-Boże, co się stało?!
-Mnie? Nic.
-Jak to? To komu?
-Jestem tu z... kolegą. - tutaj już nie umiałam być szczera.
-Z kolegą? A co się stało temu twojemu koledze?
-Nic takiego. Miał wypadek.
Gdy to powiedziałam od razu się rozłączyłam. Nie chciałam dłużej rozmawiać z ojcem. Może znowu musiałabym go okłamywać, a na to nie miałam najmniejszej ochoty. Wystarczy, że martwiłam się o zdrowie Mateusza, inne problemy były zbędne.
CDN...
Nie czekałam długo. Karetka szybko przyjechała na sygnale i zabrała poszkodowanego ze sobą. Chciałam wsiąść na motor i pojechać za nią, ale pojazdem w takim stanie nigdzie bym nie dojechała, nawet jeżeli umiałabym go prowadzić.
Postanowiłam pójść do szpitala pieszo. Wiedziałam, że teraz muszę przy nim być. Martwiłam się, że stało mu się coś złego i czułam wyrzuty sumienia. Chociaż to on zmusił mnie do prowadzenia motocyklu, pomimo moich ostrzeżeń, czułam się wszystkiemu winna. Mogłam bardziej uważać.
Po kilkunastu minutach wreszcie znalazłam się w budynku szpitala. Podeszłam więc do kobiety, która wyglądała na recepcjonistkę tłumacząc jej kim jestem i prosząc o pozwolenie spotkania się ze swoim chłopakiem.
Zgodziła się i zaprowadziła mnie do sali, w której leżał Mateusz. Weszłam tam powoli i przyjrzałam się mu bliżej. Marnie wyglądał. Miał głowę owiniętą bandażem, był blady jak ściana i miał niewyraźny wyraz twarzy. Zasmucona tym widokiem zbliżyłam się do niego i stanęłam tuż obok łóżka, na którym się znajdował.
-Cześć. Jak się czujesz?
-Klaudia, jak się cieszę, że cię widzę! Trochę mnie głowa boli, ale już lepiej.
-Przepraszam, że cię tak urządziłam. Nie chciałam.
Otworzył szeroko oczy, jakby nie wiedział o czym mówię.
-Co się właściwie stało? - zapytał. - Nic nie pamiętam.
-Dałeś mi prowadzić swój motor... A ja głupia, wjechałam w drzewo... Przepraszam cię, jestem beznadziejna... - mówiłam rozpaczliwym głosem.
-Nie martw się, nic się nie stało. To wszystko moja wina. Mogłem cię słuchać. Było, minęło.
-Nie dość, że rozwaliłam ci motor to jeszcze rozbiłam ci głowę... i ty tak po prostu mi wybaczasz?
-Nie mam czego ci wybaczać. Jestem zbyt uparty, to wszystko. Nie obwiniaj się. To ja narzucam się tobie, już po raz kolejny. Dziwię się, że ty mi to wybaczasz.
Kiedy to mówił przypomniały mi się te wszystkie momenty w lesie. To, kiedy trzymał mnie za rękę, kiedy mnie dotykał i kiedy mnie przytulał. Na samą myśl o tym przechodziły mnie dreszcze. Przyjemne dreszcze.
Nie wspomniałam o tym jednak, tylko zadałam mu pytanie.
-Wiesz już co ci jest?
-Dokładnie to nie. - odpowiedział. - Ale lekarze twierdzą, że nic poważnego, szybko się zagoi.
-Miejmy nadzieję.
Mateusz chciał coś powiedzieć, ale wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam słysząc w nim głos swojego taty.
-Mogę wiedzieć gdzie tak długo się podziewasz?
-Przecież zostawiłam kartkę, że wychodzę.
-Nigdy nie wychodziłaś z domu na taki czas. To podejrzane.
-Tato, daj spokój...
Popatrzyłam na Mateusza pytającym wzrokiem, mając nadzieję, że podpowie mi jak mam się tłumaczyć. Nie spodziewałam się tej reakcji. Szepnął, żebym powiedziała prawdę.
-Nie dam ci spokoju, dopóki mi nie wytłumaczysz co się z tobą dzieje.
-Jestem w szpitalu.
-Boże, co się stało?!
-Mnie? Nic.
-Jak to? To komu?
-Jestem tu z... kolegą. - tutaj już nie umiałam być szczera.
-Z kolegą? A co się stało temu twojemu koledze?
-Nic takiego. Miał wypadek.
Gdy to powiedziałam od razu się rozłączyłam. Nie chciałam dłużej rozmawiać z ojcem. Może znowu musiałabym go okłamywać, a na to nie miałam najmniejszej ochoty. Wystarczy, że martwiłam się o zdrowie Mateusza, inne problemy były zbędne.
CDN...
wtorek, 18 czerwca 2013
Miłość od pierwszej jazdy VI
Po chwili krępującej ciszy usłyszałam jakiś hałas dobiegający z góry. W mgnieniu oka przede mną pojawiły się sylwetki dwóch osób. Podejrzewałam, że są to rodzice Mateusza. Najprawdopodobniej miałam racje.
-Czy to jest ta twoja koleżanka, z którą miałeś się spotkać? - zapytała mama Mateusza.
-Właściwie to już nie jest moja koleżanka.
Popatrzyłam na niego zdziwiona, że tak szybko zamierza wyjawić swoim rodzicom kim w tym momencie dla niego jestem. Byłam pewna, że zanim ja to zrobię miną wieki.
-Co mamy przez to rozumieć?
-To moja dziewczyna.
-W takim razie gratuluję synu. Jestem matką Mateusza, a to jego ojciec. - teraz zwróciła się do mnie. - Jak ci na imię?
-Klaudia.
-Miło poznać. Zostawię was samych.
Zazdrościłam Mateuszowi, że jego rodzice tak łagodnie reagują na wiadomość o związku swojego syna. W moim domu nastąpiło by coś zupełnie przeciwnego.
Gdy zostaliśmy w pokoju sami ponownie zapadła cisza. Żadne z nas się nie odzywało. Jedynie patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Po chwili mój nowy chłopak podszedł bardzo blisko mnie, tak że nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Owinął mi ręce wokół szyi, ja odruchowo zrobiłam to samo.
-Teraz też mnie odepchniesz?
-Nawet nie zamierzam. Chociaż szczerze mówiąc wolałam cię obejmować kiedy byliśmy w innej pozycji...
Mateusz zrobił zdziwioną minę. Najwyraźniej nie wiedział o czym mówię. Dlatego postanowiłam go uświadomić.
-Mam na myśli motor.
-Rozumiem, że chcesz się przejechać.
-Jeśli nie miałbyś nic przeciwko.
-Dla ciebie wszystko.
Pozwolił mi wyrwać się z objęcia, po czym złapał mnie za rękę. Przez cały czas mnie trzymał, nie chciał puścić nawet na moment. W takiej pozycji dotarliśmy do miejsca, w którym stał motocykl. Założyliśmy kaski. Mateusz już miał wsiadać, ale coś go powstrzymało.
-A może ty chcesz prowadzić? - zaproponował.
-Gdybym umiała to z chęcią, ale w tej sytuacji...
-No dajesz. Pomogę ci.
-To zły pomysł.
-Wcale nie.
-Chcesz umrzeć?
-Nie przesadzaj. Wiem, że chcesz.
-Chciałabym, ale to zbyt niebezpieczne.
-Skoro chcesz jeździć to musisz kiedyś spróbować. Pod moją opieką nic złego ci się nie stanie. Nie musisz pędzić, tak jak ja, na razie spokojnie.
-Mateusz, daj spokój i...
Nie dał mi dokończyć. Złapał mnie w talii, uniósł mnie do góry i posadził na motorze. Zaraz po tym sam szybko usiadł za mną. Nie spodziewałam się, że jest aż taki silny. Nie byłam znowu taka lekka. W dodatku był szybki. Podobało mi się to.
-Teraz nie masz wyjścia, musisz jechać.
-Równie dobrze mogę tu siedzieć dopóki mnie nie puścisz...
Nie posłuchał mnie. Zamiast tego wcisnął za mnie gaz. Teraz rzeczywiście nie miałam wyjścia i musiałam prowadzić motocykl. Byłam tym naprawdę przerażona.
Dopóki droga była prosta jakoś sobie radziłam. Nie jechałam za szybko, gdyż wiedziałam, że to mogło źle się skończyć.
Tak, wszystko było okej. Do czasu. Kiedy prosta droga się skończyła, musiałam skręcić w prawo, albo lewo. Właśnie wtedy straciłam kontrolę nad pojazdem. Wjechałam prosto w drzewo, które stało na przeciwko. Wiedziałam, że ja za kierownicą to zły pomysł...
CDN...
-Czy to jest ta twoja koleżanka, z którą miałeś się spotkać? - zapytała mama Mateusza.
-Właściwie to już nie jest moja koleżanka.
Popatrzyłam na niego zdziwiona, że tak szybko zamierza wyjawić swoim rodzicom kim w tym momencie dla niego jestem. Byłam pewna, że zanim ja to zrobię miną wieki.
-Co mamy przez to rozumieć?
-To moja dziewczyna.
-W takim razie gratuluję synu. Jestem matką Mateusza, a to jego ojciec. - teraz zwróciła się do mnie. - Jak ci na imię?
-Klaudia.
-Miło poznać. Zostawię was samych.
Zazdrościłam Mateuszowi, że jego rodzice tak łagodnie reagują na wiadomość o związku swojego syna. W moim domu nastąpiło by coś zupełnie przeciwnego.
Gdy zostaliśmy w pokoju sami ponownie zapadła cisza. Żadne z nas się nie odzywało. Jedynie patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Po chwili mój nowy chłopak podszedł bardzo blisko mnie, tak że nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Owinął mi ręce wokół szyi, ja odruchowo zrobiłam to samo.
-Teraz też mnie odepchniesz?
-Nawet nie zamierzam. Chociaż szczerze mówiąc wolałam cię obejmować kiedy byliśmy w innej pozycji...
Mateusz zrobił zdziwioną minę. Najwyraźniej nie wiedział o czym mówię. Dlatego postanowiłam go uświadomić.
-Mam na myśli motor.
-Rozumiem, że chcesz się przejechać.
-Jeśli nie miałbyś nic przeciwko.
-Dla ciebie wszystko.
Pozwolił mi wyrwać się z objęcia, po czym złapał mnie za rękę. Przez cały czas mnie trzymał, nie chciał puścić nawet na moment. W takiej pozycji dotarliśmy do miejsca, w którym stał motocykl. Założyliśmy kaski. Mateusz już miał wsiadać, ale coś go powstrzymało.
-A może ty chcesz prowadzić? - zaproponował.
-Gdybym umiała to z chęcią, ale w tej sytuacji...
-No dajesz. Pomogę ci.
-To zły pomysł.
-Wcale nie.
-Chcesz umrzeć?
-Nie przesadzaj. Wiem, że chcesz.
-Chciałabym, ale to zbyt niebezpieczne.
-Skoro chcesz jeździć to musisz kiedyś spróbować. Pod moją opieką nic złego ci się nie stanie. Nie musisz pędzić, tak jak ja, na razie spokojnie.
-Mateusz, daj spokój i...
Nie dał mi dokończyć. Złapał mnie w talii, uniósł mnie do góry i posadził na motorze. Zaraz po tym sam szybko usiadł za mną. Nie spodziewałam się, że jest aż taki silny. Nie byłam znowu taka lekka. W dodatku był szybki. Podobało mi się to.
-Teraz nie masz wyjścia, musisz jechać.
-Równie dobrze mogę tu siedzieć dopóki mnie nie puścisz...
Nie posłuchał mnie. Zamiast tego wcisnął za mnie gaz. Teraz rzeczywiście nie miałam wyjścia i musiałam prowadzić motocykl. Byłam tym naprawdę przerażona.
Dopóki droga była prosta jakoś sobie radziłam. Nie jechałam za szybko, gdyż wiedziałam, że to mogło źle się skończyć.
Tak, wszystko było okej. Do czasu. Kiedy prosta droga się skończyła, musiałam skręcić w prawo, albo lewo. Właśnie wtedy straciłam kontrolę nad pojazdem. Wjechałam prosto w drzewo, które stało na przeciwko. Wiedziałam, że ja za kierownicą to zły pomysł...
CDN...
Subskrybuj:
Posty (Atom)